Karpacz. Miejscowość oddalona o 70 km od mojego obecnego miejsca zamieszkania stała się celem podróży sprzed dwóch tygodni. Wraz z moją przyjaciółką wsiadłyśmy w jej czerwonego Nissana i udałyśmy się w góry. Pogoda zapowiadała się wprost "cudowna" - rano mgła i ulewa, coś pięknego. Chyba jednak góry nas trochę lubią. Po dotarciu na miejsce wyszło słońce, a ja żałowałam, że w mojej walizce zabrakło okularów przeciwsłonecznych. Zakwaterowałyśmy się w ośrodku wypoczynkowym "Halny" w Sosnówce, oddalonej o 6 km od Karpacza. Warunki iście komunistyczne - tapety, stare dywany i łazienka 1m x 1m. Nie to było najważniejsze. Halny był przystankiem w drodze do przygody. W piątek wieczorem postanowiłyśmy udać się na kręgle do Hotelu Gołębiewskiego.
Sobota zaczęła się pechowo. W planach - zdobycie jakiegokolwiek (nawet najmniejszego) szczytu. Rzeczywistość - zepsute auto między Sosnówką a Karpaczem ♥ zaradne dziewczyny sobie z tym poradziły i po dwugodzinnym postoju byłyśmy już na szlaku...
Czarny szlak okazał się odpowiedni dla mnie - moja kondycja równa się minus 200, więc oczekiwania wobec mojego organizmu nie były wygórowane. Podeszłyśmy pod Łomniczkę i to zdecydowanie wystarczyło, by podziwiać piękne, górskie widoki.
Droga w dół okazała się kamienistym szlakiem żółtym, na którym to 1,7 km zamieniło się prawdopodobnie w 17 km :D no, ale dotarłyśmy całe i zdrowe na dół.
Niedziela była typowo miejskim dniem - pochodziłyśmy po Karpaczu, kupiłyśmy trochę pamiątek i wróciłyśmy do domu. Po tych trzech dniach w górach stwierdzam, że nie jest to miejsce idealnie dla mnie. Wolę przechadzać się po ciepłym piasku i moczyć nogi w morzu niż wspinać się po górach. Jest to jednak fajna odskocznia od codziennego życia, a ogromnym plusem jest to, że takie atrakcje i widoki mam praktycznie na wyciągnięcie ręki :)
A wy co wybieracie? Morze czy góry?
Buziak, M. :*