Wakacje.
Morze. Nicnierobienie. Nie brzmi pięknie? Brzmieć jak najbardziej brzmi, dopóki
do głosu nie przychodzi aktor. Ten chory głos w głowie, który sprowadza cię do
parteru twierdząc, że jesteś beznadziejny. Niczym się nie cieszysz. O wszystko
się czepiasz. Wszystko ci przeszkadza. Nie dostrzegasz pozytywów. Zero radości.
Widać na wakacjach też zdarzają się takie dni. Trudno. Trzeba zacisnąć zęby
i iść na plaże/na spacer/na lody/do ludzi. Chociaż po co? Czasem lepiej schować głowę w poduszkę, zmoczyć ją kilkoma
łzami i uwolnić się od tego całego syfu siedzącego z tyłu głowy. To pomaga #potwierdzone_info.
Tak jak i w zeszłym roku odwiedzam właśnie Niechorze. Dwa słoneczne dni wystarczyły żebym końcu zabrązowiła delikatnie moją bladą cerę. Jest dobrze. Czasem gorzej, ale dobrze.
Pamiętaj, że uśmiech jest podstawą do dobrego dnia. A tylko niebo jest limitem. Na Ziemi możemy dokonać wszystkiego, nawet pozornie niemożliwego.
A oni są zawsze. I zawsze będą. Mimo, że czasem tak mocno denerwują i czasem powiedzą o słowo za dużo. To i tak są najlepszymi przyjaciółmi, bez względu na wszystko, chociaż tak często nie potrafimy tego docenić.
Idę na zachód słońca, posłuchać fal i mew. Może ten nostalgiczny i beznadziejny nastrój mi przejdzie. Na pewno przejdzie.
Buziak, M. :*